Sauna dla biegaczy – tak czy nie?

Zima sprawia, że są takie dni, kiedy nic nam się nie chce robić. Taki czas jest więc idealny, aby wybrać się do sauny i wykorzystać go na regenerację organizmu między treningami. Co jak co, ale w saunie regeneracja przebiega najlepiej i najprzyjemniej.

Pomimo, iż lekarze nie zalecają wizyty w saunie osobom z nadciśnieniem oraz chorobami wieńcowymi, to Finowie twierdzą, że z sauny może korzystać każdy, kto dojdzie do niej o własnych siłach. Wizyta taka wzmacnia odporność, ponieważ w czasie pobytu w saunie temperatura wewnątrz organizmu wzrasta o 1 st. C, a cały układ odpornościowy pracuje intensywniej. Co istotne sauna poprawia też nastrój. Pod wpływem ciepła wydzielają się hormony szczęścia, a to szczególnie istotnie w zimne, ciemne, jesienne i zimowe dni.

Nie możemy zapomnieć o efektach „ubocznych” 😉 sauny, które jak sądzę zainteresują szczególnie kobiety. Sauna przyspiesza przemianę materii, pomaga pozbyć się toksyn, dotlenia i oczyszcza skórę, dzięki czemu staje się ona gładsza i świeża.

A jakie efekty przynosi sauna z punktu widzenia biegaczy ?

Specjaliści radzą, aby saunę włączyć w przemyślany plan treningowy, jako element wspomagający regenerację mięśni oraz wpływający na podniesienie wydolności organizmu. Już kilkuminutową sesję możemy bowiem  porównać do lekkiego treningu, podczas którego nasze serce pracuje na pełnych obrotach.

Wizyta w saunie przynosi również ulgę dla mięśni oraz wspomaga detoksykację organizmu. Jest polecana szczególnie długodystansowym biegaczom, ponieważ pozwala rozluźnić napięte mięśnie. Z perspektywy biegacza, zalet sauny jest jednak dużo więcej, ponieważ w okresie przejściowym między porami roku, kiedy znacznie wzrasta ilość zachorowań i infekcji, sauna pomaga budować siłę immunologiczną organizmu. Wskazaniem do skorzystania z tego typu zabiegów są również stany po urazach kości, stawów i tkanek miękkich.

Przed czy po treningu ?

Pamiętajcie – sauna tylko po treningu, nigdy przed ćwiczeniami! Na pewno nie powinno się tam udawać prosto z treningu – najlepiej dać sobie trochę czasu, unormować puls i nawodnić się przed wejściem do sauny.

Nawet kilkuminutowa kąpiel w saunie jest już bowiem sporym obciążeniem dla organizmu. Wysoka temperatura powietrza powoduje, że układ krążenia i oddechowy pracują na najwyższych obrotach. Co więcej, podczas seansu w łaźni, organizm pozbywa się wody, więc często dochodzi po prostu do odwodnienia. Po wizycie siła mięśni i wydolność pozostają poniżej normy nawet przez 24 godziny. Reasumując  – nie wolno podejmować wysiłku fizycznego zarówno przed jak i po zakończeniu kąpieli.

Sauna w trzech odsłonach.

Współczesne sauny najczęściej umożliwiają korzystanie z trzech form kąpieli:

Sucha – panuje tu bardzo wysoka temperatura 90-110 st. C, jednak niewielka ok. 15 proc. wilgotność sprawia, że wizyta jest relaksująca.

Mokra – temperatura powietrza osiąga 70-90 st. C, a wilgotność 20-35 proc.

Parowa – najłagodniejsza, bo przebywamy w temperaturze 45-65 st. C, przy wilgotności 40-65 proc. W tej saunie można też z powodzeniem stosować inhalacje, dodając olejki eteryczne do wody, służącej do uzyskania pary.

 

Aufguss  – czyli rytuał w saunie.

Muszę się przyznać, że po paru wizytach, leniwe leżenie w saunie trochę mnie nudziło. Do czasu aż około trzy lata temu odkryłam ceremonię Aufguss. Już po pierwszej sesji, stał się moim ulubionym punktem na liście „akcja regeneracja”.

Samo słowo pochodzi z języka niemieckiego i oznacza napar, stąd może często słyszane jest tłumaczenie: „ceremonia naparzania w saunie”. Podstawą rytuału jest sauna fińska (sauna sucha) oraz woda zmieszana z olejkami zapachowymi do sauny. Mistrzem ceremonii jest tzw. Saunamajster, który w mniejszym lub większym stopniu dba o show podczas sesji. Saunamajster rozprowadza ręcznikiem lub wachlarzem  parę wodną z zapachem, która zostaje wytworzona w chwili polania wody na gorące kamienie pieca.

Prawdziwy Aufguss zaczyna się wtedy kiedy mamy do dyspozycji dużą saunę – około 20 „saunujacych” i przeszkolonego Saunamajstra!

Mój ostatni rytuał wyglądał następująco: 3 sesje  – co godzinę jedna, po ok. 15 min. Mistrz ceremonii wyposażony w ręcznik, wachlarz, witki brzozowe oraz różne oleje zapachowe i dopasowaną do każdego zapachu muzykę, zabrał wszystkich uczestników w cudowną podróż. Kombinacja zapachów, najpierw pomarańcza z czekoladą, potem mięta, która dawała poczucie chłodu. Raz czujemy napływ gorąca i słodyczy, a za chwilę, przy kolejnej porcji zapachu, miętowy chłód. W przerwie między jednym polaniem wody a drugim, możemy wykonać peeling solą lub zmieloną kawą wymieszaną np. z miodem. Wielokrotnie na takich ceremoniach można skorzystać z „biczowania” witkami brzozowymi. Całość to uczta dla zmysłów i ciała. Bardzo fajne Afgussy w Warszawie, które spokojnie mogę Wam polecić,  organizuje Klub Łaźnia.

Po takim seansie, wychodzimy z sauny kilka lat młodsi i niemalże jak nowo narodzeni!

Na koniec ceremonii oczywiście obowiązkowy chłodny prysznic lub jeśli to możliwe, nacieranie się śniegiem i oczywiście dużo, dużo płynów! Myślę, że taki rytuał to idealny pomysł na spędzenie wolnego wieczoru ze znajomymi. Atmosfera w saunie często bywa bardzo wesoła – rozmowy, dowcipy a przy okazji regeneracja, relax i oczywiście wartość dodana – piękny wygląd.

Myślę, że powyższe argumenty przekonały Was, że sauna jest jak najbardziej dla biegaczy i włączycie ją do swojej planu treningowego. Zachęcam, tym bardziej, że temperatura na zewnątrz spada.

Justyna S.