Konkurs dla biegaczy – wygraj wieszaki na medale Wall of Fame

Uwaga konkurs dla biegaczy!

 

Do wygrania są aż trzy piękne wieszaki na medale Firmy Wall of Fame (www. e-woWallff.com). Polubcie ich koniecznie na Facebooku i na Instagramie.

 

Co musicie zrobić?

– wstawcie w komentarzu, pod tym wpisem konkursowym, zdjęcie swoich biegowych medali i w tym samym komentarzu, opiszcie historię związaną z jednym z medali

konkurs startuje 11 października br. i co tydzień będziemy wybierać jedną osobę, której historia najbardziej nam się spodoba. Konkurs kończymy 1 listopada 2017 r.

– nagrody są trzy, więc będzie trzech zwycięzców, którzy otrzymają trzyramienne wieszaki na medale z satynowej stali szlachetnej (z oferty uniwersalnej), dostępne w ofercie sklepu www.e-woff.com/sklep

Zwycięzców ogłosimy na łamach bloga www.zabiegane.com, odpowiednio 19 października, 26 października i 2 listopada br.

 

Zapraszamy do zabawy. Już nie możemy się doczekać, aby zobaczyć Wasze kolekcje medali i przeczytać pasjonujące historie biegaczy.

Zabiegane.com

 

Pierwszy wieszak od Wall of Fame wygrywa Lucyna Klimaszewska 🙂

 

Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page
  • Agnieszka Bania

    Jak już wiecie na intagramie (agnesartbracelets) moich medali dużo nie jest 😊 Każdy z nich jest ważny. Pierwszy to z Garwolina gdzie biegłam z córką 😍 Najlepszy z Praskiej Piątki gdzie miałam życiówkę 😂 I stresa czy dotrę, nie ogarniam jeszcze takich wydarzeń i twardo jechałam na start autem. Oczywiście leciałam biegiem cała Targową gdyż ulice zamknięto ale udało się i impreza była wspaniała. Pierwsza 5-tka, dobry wynik i mega emocje. Dobrze że był ze mną mąż to przewalczył miejsce parkingowe na Pradze i dotarł na bieg metrem aby kibicować. A i byłam tak nakręcona że czasomierzyk wyłączyłam dobre 2-3 minuty po przekroczeniu mety 👌💪😂 Brawo Ja 😁 https://uploads.disquscdn.com/images/49741e7b5e5aef05871617844323299d766e9d80806eb2ba1ffc2c7e287059e8.jpg

  • Sebastian Lipiec

    Hej 😀
    Trochę tych medali juz udało mi sie zebrać
    Jednak czesc z nich czeka na wieszak ponieważ wiszą na ścianie z numerami 😀
    Najlepsza historia odnośnie zdobycia medalu to bieg Łódź Business Run 2017, sztafeta 5-osobowa. No właśnie w 5 osób mieliśmy biec a skończyło sie tym ze bieglismy we trójkę i zamiast pamiątkowego jednego medalu mam 2 ponieważ bieglem dwie zmiany. Jest to dla mnie śmieszne wydarzenie szczególnie gdy Pani wreczajaca medale zobaczyła mnie drugi raz i zaczęła sie śmiać ze biegam chyba sam ta sztafetę 😁
    Pozdrawiam! 😁
    https://uploads.disquscdn.com/images/26d912a8102580dce0a5f4495853696d1a4ddf318143a57f2f83ef6030501209.jpg

  • Katarzyna Kornelia Piekut

    Witam serdecznie.Jakiś czas temu jeszcze nałogowo uprawiałam sport.Biegi,piłka nożna i koszykówka.Niestety kontuzja kolana(rekonstrukcja wiazadła krzyżowego),uziemiła mnie na troszke.Aby sport w moim domu nadal był codziennością zaraziłam bieganiem mojego 5-latka, Maksia.Jego pierwszy bieg,który bede pamietać do końca życia odbył się w Toruniu w kwietniu 2017r.Syn ma astme oskrzelową więc z bieganiem u niego zawsze było ciężko.2 dni przed startem trenowaliśmy ale Maksiu nawet 100 metrów nie mógł przebiec bo się dusił.Pomyślałam ze najwyżej przetruchta jak będzie mu ciężko.W dniu biegu byliśmy zdenerwowani tym, że to jego pierwszy bieg w życiu ale i tym czy pobiegnie bezpiecznie nawet mały dystans.Zostawiłam go na starcie,poinformowałam kiedy ma biec i poszłam w strone mety.Nie mogłam uwierzyć jak mój syn pędzi i walczy sam ze sobą…ja kibicowałam mu zza szarfy przy mecie.Gdy dobiegł do mety….Dobiegł pierwszy to się poryczałam,poryczałam jak bóbr.Biedny dyszał,ledwo stał na nogach,dałam mu pić,ucałowałam i za chwilke pani jego i jeszcze dwóch chłopców prowadziła na podium.Byłam dumna z niego.Gdy odebrał nagrode i przyszedł do mnie to zapytał kiedy będzie kolejny bieg.Podobało mu się i tak Maksiu wraz ze wspierającą go mamą rozpoczął swoją karierę😉.16 września biegł w Bydgoszczy w 3 biegu charytatywnym PKO i był bardzo szczęśliwy że może pomóc innym😆
    Niestety nie mamy wieszaka na medale wiec radzimy sobie w inny sposób ale zawalczymy o niego😍

  • Levy KL

    Moim jak narazie najlepszym medalem jaki zdobyłem jest Korona Polskich Półmaratonów z 2016 r. Ogólnie mam sporo pamiątek z różnego rodzaju biegów. Ale Koronę wspominam i jestem z niej dumny. Zaczynałem od fotelowego lenia aż któregoś dnia zacząłem biegać bo kolega biegał. I tak pierwsza 🔟 (z czasem poniżej 1godziny- później zbijanie czasu i walka o każdą urwaną minutę) potem pierwsza połówka i próba ponownie urwania minut. Aż w końcu urodziła się myśl Korona. Wraz z najlepszym przyjacielem biegowym postanowiliśmy ja zdobyć. Udało się. Teraz urodziła się kolejna myśl o maratonach. Ja mam już pierwszy za sobą z Dębna w kwietniu i teraz 15.10.2017 r. biegnę drugi maraton. Tym razem jako peacemaker przyjaciela On debiutuje. Ale o koronie… Ups wygadałem się. Tak. Mamy zamiar zdobyć Koronę Maratonów Polski. Ale to może w innym konkursie.

    https://uploads.disquscdn.com/images/dbf5b35af008ae45255fc5427b58fe57b29980d0454e9cca20a46fb33cdf9c1d.jpg

  • Lucyna Klimaszewska

    Moim najlepszym jak narazie medalem jest moj pierwszy medal zdobyty w Gdansku podczas biegu sw. Dominika. W marcu kiedy rzucilam palenie papierosow postanowila zrobic cos aby nie przytyc jak to czesto bywa po rzuceniu palenia i postanowilam zaczac biegac i przy okazji zdrowuej sie odżywiać. Kazdy twierdzil ze nie dam rady przebiec km a teraz nawet 12 km potrafie a na nastepny rok marzy mi sie wystartowac w półmaratonie. Swoim zapalem do sportu nawet udalo mi sie zarazic dzieci. Pokaże wszystkim ze dam rade ale nie dla wszystkich tylko dla samej siebie, a dla tej reszty widok moich medali na takim wieszaku potwierdzilby to ze potrafie postawic na swoim. https://uploads.disquscdn.com/images/368690974bb7e268a91079a1f0565770622ad4171b453f33251ddee0f28c9a42.jpg

  • Katarzyna Kornelia Piekut

    Ciesze się że można opisać tutaj swoje osiągnięcia.Ja jednak opisze swojego synka Tymka.Tymek ma dwa latka i już pierwszy „bieg” za sobą.W Łabiszynie biegł wraz z bratem tylko na innym dystansie.Łezka się w oku kręci gdy taki maluch tupie nóżkami i gna ile sił w nogach do taty który stoi na mecie i czeka na niego.Po biegu Tymuś najbardziej był szczęśliwy gdy dostał medal,wodę i wafelka którego zabaczył i wołał am am😂.Medal jego i brata jak widać na zdjęciu są obok siebie.Jest drewniany i jedyny w swoim rodzaju.Kolejny bieg przed Tymkiem już pod koniec października gdzie będą mu kubicować rodzice i brat który takze bedzie startował😍

  • Ania S-ka

    Dla mnie każdy medal jest na wagę złota. Dlaczego? Bo nigdy nie przypuszczałam, że po dwóch operacjach i czterech zabiegach, po wdrapywaniu się przez godzinę na II piętro w bloku dam radę przebiec 5 czy 10km. Czy powinnam? Nie wiem. Przyznam, że czasem organizm się buntuje, przyprawia o dreszcze i sprawia, że jestem mocno rozgrzana 😉 zwycięża upór! Dlatego też nie umiem wskazać Madalińskiego, który byłby najważniejszy. Zarówno ten z Powstania Warszawskiego, gdzie bieglam z tysiącami innych osób jak i ten malutki, z charytatywnego biegu dla lokalnej szkoły wywołują uśmiech 🙂 bo chcieć to móc✌️ https://uploads.disquscdn.com/images/11cb3fc33ce817d61f8029b03b8111a6b37263a2466077a0f4f04e8245405e6c.jpg

  • Wiola Radomyska

    https://uploads.disquscdn.com/images/57bdbc556ab0d84bc8626bea4dfe88731be4a0483dcebe0791886699e23e2b02.jpg Biegam już trzeci rok. Medale, które widać na zdjęciu w prawym dolnym rogu to mój dorobek z tego roku. Na zdjęciu są również trofea mojego narzeczonego, który uprawia triathlon a w tym roku ukończył zawody na pełnym dystansie Ironman. Jak widać również na załączonym obrazku nasze medale nie leżą na dnie szuflady, tylko są wyeksponowane na zaszczytnym miejscu- okiennych klamkach 🙂 Najważniejszy medal dla mnie to medal za ukończenie Orlen Warsaw Marathon. To był mój pierwszy maraton. Kilka miesięcy ciężkich treningów przyczyniło się do pokonania królewskiego dystansu.”Never give up” to hasło które towarzyszy mi zawsze w kryzysowych momentach podczas biegu i nie pozwala się poddać, bo radość na mecie z ukończenia biegu jest niesamowita 🙂

  • Sylwia Anna 1987

    Never give up- to moje motto życiowe! Mam nawet tatuaż, który codziennie przypomina mi, że NIGDY NIE NALEŻY SIĘ PODDAWAĆ. Bieganie po prostu pokochałam… oczywiście nie tylko dlatego, że dzięki niemu moje ciało wygląda dobrze, ale także dlatego, że nauczyło mnie pewnych rzeczy m.in. pokory, wiary we własne możliwości oraz samodyscypliny, której wcześniej mi brakowało.
    Swoją przygodę z bieganiem zaczęłam niedawno, ale jak do tej pory wzięłam udział w 5 biegach z czego każdy wspominam bardzo miło. Szczególnie miło i ze wzruszeniem wspominam 27 Bieg Konstytucji 3 Maja, który odbył się w Warszawie. Dlaczego? Był to bieg o charakterze patriotycznym pod hasłem „Zabiegaj o pamięć”. Ponadto mogłam przyłączyć się do akcji charytatywnej. Biegnąc z kartką „biegnę dla Julii” miałam tylko jeden CEL- dotrzeć do mety, bo wiedziałam, że przekraczając ją przyczynię się do przekazania darowizny przez Fundację PKO BP na operację, która polega na rekonstrukcji sklepienia czaszki w USA.
    Dalej zamierzam brać udział w biegach- w tym roku jestem zapisana na 2 (Bieg Kobiet 22.10 oraz 11.11 Bieg Niepodległości). A w 2018….. moje MARZENIE- PÓŁMARATON WARSZAWSKI 25 marca! Dam radę? Pewnie! Przecież ja się nigdy nie poddaje! 🙂

  • Anna Stegner

    Historia jednego z nich? Ciężko zdecydować, która byłaby najciekawsza. W każdej jest zapisany kawałek mnie, kawałek mojej historii. Mogłabym się rozwodzić na temat każdego, pisać o przygotowaniach do życiówek, czy też o pięknych widokach górskich przygód. WOW, aż się rozmarzyłam :D. …ale Wam opowiem o tym, który przyniósł wiele radości mnie i wiele dobrego dla innych. Marcowy Półmaraton Warszawski 2017r tutaj podjęłam decyzję, że pobiegnę charytatywnie. Postanowiłam uzbierać 1000 zł w akcji #BiegamDobrze dla fundacji Spartanie Dzieciom i pobiec z nimi w szyku w stroju Spartanki. Zaczęłam zbiórkę, posty na fb, prywatne prośby. Rozmowy z przyjaciółmi i z przypadkowymi ludźmi zaczęły zmieniać mnie i moje nastawienie do życia. Pokazały mi też różne oblicza ludzi, których znałam albo tylko mi się tak wydawało. Zbiórka zmusiła mnie do głębszych przemyśleń i spojrzenia na świat z innej strony. Pozwoliła mi przewartościować moje życie i wniosła wiele pozytywnych zmian! Każdemu polecam, tylko żeby to przeżyć trzeba w to wejść w 100 % siebie i dążyć całym sercem do celu! Zbiórkę zakończyłam kwotą 14 650 zł i z dumą przebiegłam ten półmaraton!
    https://uploads.disquscdn.com/images/f18f04a5f178ce910e75e86b290f317c81c42ed083a6912f83db606659313f59.jpg

  • Krzxsztof Matysxak

    https://uploads.disquscdn.com/images/9e722425378f2f14f42ac017084e3a17c46ab11c20368296d4615e1e8777f462.jpg

    Medal z godz. 01 tego zegara związany jest z poniższą hisorią

    Z szablą na czołg!
    28. Wrocław Maraton

    Zafascynowany moim debiutanckim startem w zawodach biegowych na odcinku półmaratońskim pomyślałem sobie, jak pewnie nie jeden amator, że wzniośle by było ukończyć w przyszłości, i to niedalekiej, Maraton! Od początku 2009 roku rozpocząłem treningi pod biegi długodystansowe, by właśnie w marcu pobiec I półmaraton a potem kolejne zawody. Lat miałem wtedy 28 lat, a wcześniej mało biegałem, nawet w czasach szkoły nienawidziłem tego sportu! Moja waga wynosiła ponad 100kg i chodziłem na siłownię, bo i też zależało mi na posturze. Tak więc nie miałem predyspozycji do tego, by odpoczywać na mecie obok Kenijczyków, hehe nawet obok osoby zajmującej lokatę pod połową. No ale nie o czas mi chodziło najbardziej, a o sam bieg w sobie.
    Do Maratonu zapisałem się w 2010 roku. Tak się złożyło, iż termin biegu przypadł na 12 września 2010, czyli na I rzut oka w okrągłą 2 500 rocznica bitwy Greków z Persami pod Maratonem – jaka miała miejsce właśnie 12 września 490 roku p.n.e. Niewielu biegaczy na świecie miało możliwość pobiec w taką datę. Fakt ukończenia w ten dzień Maratonu dodatkowo mnie mobilizował. Od początku 2010 roku trenowałem długie wybiegania i inne akcenty. Mam czasem słomiany zapał i już w czerwcu stwierdziłem, że ten sport to nie dla mnie, odstawiłem ten Maraton. Jednak na 10 dni przed zawodami 28. Wrocław Maraton podjąłem decyzję o starcie. Szalony pomysł po 3 miesiącach bez treningów. Bardzo jednak chciałem w tę rocznicę pobiec… . Z moim szalonym pomysłem podzieliłem się na internetowym forum biegowym, osoby niektóre odradzały, niektóre pisały, że trzymają kciuki, ale nie ukrywały, iż pomysł jest mało poważny. (zdjęcie nr 0) Szalony, bo przecież oprócz przerwy w treningu prawdą było, że nawet podczas ciągu treningowego podczas długich wybiegań wiosennych moja prędkość po 22-25 km spadała do 8 minut…. .

    Mimo to stawiłem się na starcie! Dookoła mnóstwo ludzi, spiker wyraża podziw i uznanie dla każdego z nas. Pogoda ciepła, wychodzi powoli za chmur słońce i będzie za 3 godziny już cały czas świecić tego dnia. Mam w głowie jeden cel : dobiec przed upływem regulaminowych 6 godzin i otrzymać dzięki temu pamiątkowy medal z naniesioną 2 500 letnią rocznicą Bitwy pod Maratonem. Ustawiony byłem na strefie 6:00-5.30. Przed tym biegiem wykonałem w ciągu ostatnich dni dwa treningi po 10 km każdy. Ogólnie jednak czułem się optymistycznie.
    Start! Ludzie dookoła klaszczą, piszczą, super doping! Żałuję, że sprzedałem pulsometr odmierzający dodatkowo trasę, jednak aplikacja w telefonie komórkowym dość dobrze pozwala mi monitorować dystans (foto nr 1). Tylko dystans, bo tak na prawdę nie miałem taktyki na tempo ani puls z braku, jak wspomniałem, pulsometru. Po prostu moja strategia to bieg na czuja, czyli nie za wolno ale i za szybko też nie. Tym sposobem szybko w biegu opuściłem sporą grupę osób z mojej strefy startowej, by po 2-3 km dogonić pacemakera biegnącego na czas zapisany na przywiązanym do niego balonie jako 4h30 minut. Zwolniłem lekko i tak w tej grupie biegłem sobie mijając wrocławskie ulice. Przechodnie ogólnie nastawieni pozytywnie i radośnie. Kierowcy mniej. Jeden przez telefon relacjonował „Biegają z balonikami i śmieją się z poważnych ludzi!” Na 7 km stwierdzam, że ten balon na 4.30 po prostu się wlecze. Wyprzedziłem go niczym taj, jak na redukcji biegu w aucie. Wbiegam po paru minutach na wrocławski Rynek, jednak nie jestem w stanie go podziwiać, nie, nie z braku sił, po prostu jestem skoncentrowany… . Mijam kolejne skrzyżowania na 15 km chcę dojrzeć za sobą pacemakera na 4:30, ale nie ma go w oddali. Mijam zawodnika, który utyka i relacjonuje, iż raczej odpada przez kolano. Mi nic się na razie złego z ciałem nie dzieje i cieszę się z tego. Na półmetek wbiegam z czasem 2 godzin i 13 minut. Na 23 km podjeżdża do mnie na rowerze dziennikarz i pyta o przygotowania jakie czyniłem – nie wiem, czy tą bolesną prawdę opublikował :). Zapytał na koniec, czy złamię 4h – skromnie odpowiedziałem, że nie widzę szans, ale w głowie ułańska fantazja rzecze, czemu nie! W tym momencie już na dobre zaczęło świecić słońce, chmury już nie było chyba żadnej. Na 24 km wybiłem sobie z głowy złamanie 4h – pojawia się most, bieg pod tą górkę jest dla mnie pierwszą przeszkodą. Tak jestem zmęczony. Bardzo zmęczony, że prawie idę. Moje zmęczenie spotęgował wyprzedzający mnie pacemaker ….., tak, ten na 4:30. On mnie na tej górce minął dość szybko, jakby skrzydła miał a nie balony! Tak bardzo osłabłem. Pytałem siebie, czy gdybym biegł z nim cały czas tym tempem, to czy miałbym siły na tym odcinku biec nadal jak on. Mija mnie zawodnik, na którego twarzy także widać grymas ze zmęczenia wynikającego tej górki. Wymieniamy się z nim autokrytyką co do własnych przygotowań. Rozgadałem się jeszcze o jakąś kwestię, ale gdy się zorientowałem, że on jest już dawno przede mną, to z 4 zdania powiedzieć zdążyłem 😉 Od tego odcinka do 30 kilometra mój bieg to walka o niezatrzymywanie się, tempo bardzo niskie. Ludzie na ulicy motywują. Ja wyraźnie słabnę (zdjęcie nr 2). Na 29 km widzę jak jakiś zawodnik przede mną chwyta się za łydkę i rozciąga na poboczu. Ucieszyłem się bardzo, że nie mam jeszcze takiego stanu. Nie wiem, co tamto miejsce biegu miało w sobie, ale gdy dotarłem w ten punkt, gdzie rozciągał się tamten zawodnik, poczułem silny skurcz lewej łydki. No to rozciągnąłem się i dalej bieg. Skurcz wracał co 400 metrów, a gdy dopadł także me lewe udo, poddałem się. Nie chciałem już dalej biec, za bardzo bolały mięśnie, nie dało się po prostu. Na szczęście mogłem iść szybciej. Wyliczyłem, że tempo chodu jakie mam obecnie, gwarantuje dobiegnięcie – dojście do mety – w czasie poniżej 6h. I dzięki temu nie poddałem się, moim celem było przecież ukończenie tego Maratonu. Miałem dreszcze z zimna, mimo ciepłej pogody i słońca dość mocno grzejącego. Do kolejnych punktów z wodą docierałem jak pustynny włóczęga. Dziwiłem się bardzo, jak to męczenie mnie chodzi… Tak tak miałem takie niesensowne słowa myśli, oczywiście dziwiłem się jak to chodzenie mnie męczy 🙂 Opary spalin z zakorkowanych aut przeciwnego pasa ruchu jakby chciały udusić a ja nie mogłem tego odcinka trasy szybciej niż chodem opuścić…. . Miałem resztki sił ruszyć do truchtu przed większymi skrzyżowaniami, by nie drażnić bardziej kierowców i zatłoczonych ludzi w tramwajach i autobusach – przecież wszyscy czekali jak minę to skrzyżowanie! Na jednym z ostatnich takich miejsc nie mogłem przetruchtać, pamiętam jak wtedy jeden rozwścieczony kierowca wybiegł z auta do policjanta i krzyczał pokazując na mnie palcem „To jest Maraton !?!”. Wstyd mi było, nie miałem nawet sił coś mu odpowiedzieć, ale w sumie co? Wstyd i głowa w dół. Po paru minutach moje morale odbudowuje mężczyzna wyrażający gratulacje, za „podjęcie się takiego wyzwania”. Dla mnie rzeczą naturalną stało się wyprzedzanie mnie przez innych, co miało miejsce w sumie od 24 km. Do mety tuż, tuż. 4, 3, 2 1 km – jestem na ostatniej prostej. Mam, nie wiem skąd, siły na lekki trucht z jakim od 200 metrów wbiegam na metę (zdjęcie nr 3). W sumie inni wyglądali w okręgu mety nawet gorzej ode mnie 🙂 Czas ukończenia – nie przebiegnięcia ;( – to 5 godzin 37 minut. Za 23 minuty byłbym zdyskwalifikowany.

    Tak, tak w okrągłą ,2,5 tysięczna rocznicę bitwy porwałem się z szablą na czołg, ale ukończyłem i medal mam 🙂 (zdjęcie nr 4). Podobno jakiś zawodnik z pierwszej trójki miał oświadczyć, iż zawsze podziwia tych z ostatnich miejsc, bo oni ponad dwa razy dłużej walczą ze zmęczeniem, niż on. Nie uznaję siebie za bohatera, ale jestem zadowolony, że niby prosty cel, ale w aspekcie moich treningów trudny, został osiągnięty. Jedyny niesmak to fakt, iż nie przebiegłem całej trasy. A-ha, jeszcze jeden niesmak: to nie była równa 2500 rocznica, tylko 2499!!! Błąd matematyczny organizatora, który policzył rok zerowy, a takiego nie było. Można rzecz, oszukany styl – to oszukana rocznica 🙂

    Bieg na końcu także jest walką, równie emocjonującą jak w czołówce czy dowolnie innym miejscu tabeli, to magia Maratonu. Jednak by być pewniejszym jego ukończenia, treningi regularne powinny być obowiązkowe jak modlitwa, gdyż może się nie udać dotrwać do mety. W czasach szalonej pogoni za osobistymi, zawodowymi i rodzinnymi obowiązkami szybko mijających dni, niektórym osobom trudno jest znaleźć miejsce na właściwe treningi przedmaratońskie, a jednak w Polsce z roku na rok zauważa się ogromny wzrost startujących – co cieszy!

    Jeżeli na jakimś Maratonie będę jedynie kibicem, to oszczędzę od początku gardło dla tych z ostatnich miejsc w strefie po 5tej godzinie 🙂 Zresztą nie muszę być kibicem, obecnie jestem w stanie przebiec Maraton i powrócić po kąpieli oraz przebraniu się na strefę mety w tym czasie 🙂
    Mój aktualny rekord po trzech Maratonach to 4h 21 minut. Są to już biegi o wiele mądrzejsze

  • Ewa Urbanek

    Na zdjęciu przedstawiam mój dorobek medalowy. Najważniejszy jest dla mnie ten na wierzchu z biegu w Kazimierzu Dolnym na dystansie 10 km. Do końca nie wiedziałam czy wezmę udział w tych zawodach, gdyż przed prawie całą noc nie spałam – mój synek złapał zapalenie ucha, bardzo go bolało i musiałam go cały czas tulić. W dzień przy opiece nad synkiem zmienił mnie mąż, a ja pojechałam na bieg, kompletnie bez siły i życia, nie nastawiałam się na dobry bieg. Jednak atmosfera na miejscu zrobiła swoje, wróciły siły i chęć do biegania. Zaczęłam na początku bardzo wolno, by na końcówce mocno przyspieszyć – wykręciłam życiówkę na 10 km 45:55s. To był bardzo szybki bieg, tego czasu do tej pory nie pobiłam – pewnie dlatego, że potem miałam kilka kontuzji, teraz wracam do formy i myślę, że za jakiś czas pobiję tą życiówke z pamiętnego biegu.
    https://uploads.disquscdn.com/images/437214962415a90bbaa6aeecf27d70606a1f450a71c1f001fadfe058a6aaf6dd.jpg