Kierunek Tajlandia – dlaczego?

Nie często odwiedzam drugi razy to samo miejsce. Zazwyczaj ciągnie mnie do poznawania nowego… kraju, kontynentu, ludzi, kultury, jedzenia. Kiedy w grudniu zaczęłam zastanawiać się nad tym dokąd wyjechać, gdzie chciałabym spędzić wolny czas, na myśl przyszły mi tylko dwa miejsca – USA oraz Tajlandia. Po odwiedzeniu tych jakże odmiennych od siebie krajów, pozostał mi duży niedosyt i trudno było mi zignorować uczucie, które ciągnęło mnie właśnie w te rejony świata. W drugiej połowie lutego postanowiłam więc zrealizować moje postanowienie „ja tam jeszcze wrócę!”, towarzyszące mi w każdej odpowiedzi na pytania znajomych „dokąd pojechać na wakacje”? W tym roku  miałam zdecydowanie ochotę na słońce, egzotyczne jedzenie i  nurkowanie. Wygrała więc Tajlandia! Tym bardziej, że coś „ciągnęło mnie” do tego miejsca tak bardzo, że nie myślałam nawet o USA 🙂

Drugi raz w Bangkoku

Tegoroczna wyprawa do południowo-wschodniej Azji, rozpoczęła się od 2 dniowego pobytu w stolicy – Bangkoku, który przyciąga turystów z całego świata jak magnes. W Krung Thep, jak zwykli nazywać stolicę jego mieszkańcy, postanowiłam tym razem nie zwiedzać zabytków, nastawiając się na bardziej przyziemne rozrywki takie jak zakupy, jedzenie i masaże. Sądzę, że jestem usprawiedliwiona tym bardziej, że pierwsza moja wizyta w Mieście Aniołów była nastawiona głownie na ten aspekt. Tym samym zachęcam Was do przeczytania wpisu z grudnia „Dokąd by tu pojechać…? – Tajlandia”, w którym znajdziecie więcej informacji na temat Tajlandii, kultury jej mieszkańców oraz Bangkoku i jego najpopularniejszych zabytkach.

20170212_152522

Musicie wiedzieć, że Bangkok to doskonałe miejsce na zakupy  – ulice Krung Thep to jeden wielki bazar, na który możecie kupić niemalże wszystko. Jeśli komuś nie odpowiadają zakupy na ulicy, możecie odwiedzić jeden z domów handlowych, których w stolicy jest pełno. Centra handlowe oferują wszystko czego dusza zapragnie. Oczywiście niekiedy jakość pozostawia dużo do życzenia, jednak ceny już niekoniecznie 😉 Ja w tym roku postawiłam na ubrania, elektronikę (a właściwie gadżety do smartfona) oraz naturalne, regionalne kosmetyki.

20170212_121316

20170212_144525

20170213_153324

W drodze na północ

W tym roku oprócz części centralnej kraju postanowiłam zobaczyć jak wygląda północ tzw. Złoty Trójkąt, gdzie spotykają się granice Tajlandii, Laosu i Birmy, aby następnie ruszyć na samo południe, do Phuket. Realizując mój plan podróży, trzeciego dnia pobytu w Tajlandii poleciałam więc z Bangkoku do najdalej wysuniętej na północ prowincji Chiang Rai, graniczącej bezpośrednio z Mjanmą [Birmą] i Laosem. Na dodatek kilkadziesiąt kilometrów od tego miejsca jest chińska prowincja Yunnan. Musicie wiedzieć, że położenie wśród gór sprawia, że klimat nie jest tutaj tak męczący, jak na południu kraju i przypomina nasze polskie lato. W związku z tym jeśli wybieracie się w te rejony, zabierzcie ze sobą cieplejsze ubrania.

BKKPHUK_mapa

Magiczne opium

W XIX wieku Złoty Trójkąt był największym producentem opium na światową skalę i choć czasy te minęły [przynajmniej oficjalnie], to w rejonie w którym przeplatają się trzy granice, nie można zapomnieć o historii tego miejsca. O dawnych czasach przypomina m.in. słynne muzeum House of Opium, które każdego roku odwiedzają tysiące turystów. Wśród eksponatów możemy znaleźć m.in. mapy regionów upraw, zabytkowe narzędzia do zbierania soku z niedojrzałych makówek i inne przedmioty wykorzystywane przy tworzeniu produktu. Nie brak też przyborów do palenia narkotyku, odważników czy starych wag. Pamiątką są nie tylko fajki, które można tu zakupić, ale i same bilety wstępu w postaci kart pocztowych, na których można odcisnąć pieczątkę z napisem „I am here…”.

20170215_154852

Wzdłuż brzegów Mekongu

Po wizycie w Hous of Opium udałam się w rejs łodzią motorową wzdłuż brzegu Mekongu. W jednej chwili znalazłam się na wodach terytorialnych Birmy, a następnie przepłynęłam na stronę laotańską. Niestety, stosunki między krajami nie są poprawne, dlatego też by prócz Tajlandii móc zwiedzić także obszary dwóch pozostałych państw, niezbędne są wizy. Podczas rejsu moim oczom ukazał się przepiękny krajobraz. Patrząc na toczące się leniwie życie na brzegach rzeki, miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie do XIX wieku.

20170215_160039

20170215_164402

20170215_164519

20170216_082945

Biała Świątynia – Wat Rong Khun

Kolejnym obowiązkowym punktem na mapie turystycznej była jedyna w swoim rodzaju świątynia w Chiang Rai stworzona przez lokalnego artystę, zbudowana z białego marmuru i białego szkła. Jest to niesamowita współczesna budowla, od której bije nieprawdopodobny blasku, spowodowany odbijaniem się słońca w lustrzanych drobinkach, jakim ozdobiony jest niemalże cały kompleks. W praktyce oznacza to, że po przybyciu na miejsce, będziecie oślepieni blaskiem tego miejsca.

20170215_090952

20170215_084213

20170215_084823

20170215_085630

Chiang Mai

Prosto z Chiang Rai udałam się do  250 tyś. Chiang Mai, którego nazwa oznacza dosłownie „nowe miasto” i jest największym i najważniejszym miastem północnej Tajlandii. Chiang Mai od lat jest słynną turystyczna mekką,  obfitującą w świątynie, muzea, bazary, knajpki, restauracje i wiele innych atrakcji. Po przyjeździe do miasta miała wrażenie, że jest ono bardziej europejskie niż inne miejsca w Tajlandii. Mało tego, czułam się tu dość osobliwie, ponieważ moim zdaniem było tu więcej „białych” niż Tajów. Słyszałam również taką opinię, że wielu „expatów” ze starego kontynentu czy Ameryki decyduje się właśnie tutaj rozpocząć swoje nowe azjatyckie życie 🙂

20170217_094506

20170217_195557

20170216_215627

W mieście jest naprawdę bardzo dużo atrakcji. Oprócz licznych świątyń, a jest ich tu ponad 300, wiele z nich zasługuje na miano najpiękniejszych w kraju (na szczególną uwagę zasługują Wat Phra Singh, Wat Phrathat Doi Suthep, czy Wat Chedi Luang), podróżujący mogą udać się na liczne w mieście bazary (także nocne), odwiedzić kursy gotowania (kuchnia oczywiście tajska), tajskiego masażu, kick-boxingu, albo poznać podstawy buddyzmu. Chiang Mai jest też doskonałym miejscem do rozpoczęcia treku w okoliczne góry oraz dżunglę. Wiele agencji turystycznych organizuje wyprawy w różnych opcjach, jedno lub wielo dniowych. Możliwe jest między innymi odwiedzenie mniejszości etnicznych – plemion górskich, spływ tratwą po rwącej rzece, przejażdżka na słoniu. Osobiście największe wrażenie w mieście zrobił na mnie ThaiBoxing – podczas walk czułam się niemalże jak w filmie z Jean-Claude Van Damme.

20170217_215124

20170217_230006

20170217_123609

W drodze na południe

 Po paru dniach spędzonych na północy, nabrałam ochoty na upał, nurkowanie i wylegiwanie się na plaży. Idealne warunki do tego typu wypoczynku można znaleźć na Phuket, największej wyspie Tajlandii, mającej 48 km długości, położonej na Morzu Andamańskim przy zachodnim wybrzeżu Półwyspu Malajskiego, która ze stałym lądem połączona jest mostem. Wnętrze wyspy jest górzyste, a na zachodnim jej wybrzeżu znajdują się piaszczyste plaże, z których najbardziej znana jest Patong, tłumnie odwiedzana przez turystów, szczególnie zimą.

20170219_173750

20170221_104759

Na wszystkich plażach Phuket króluje biały, miękki piasek i krystalicznie czysta, turkusowa woda. Brzegi wyspy porasta bujna tajska dżungla, która w malowniczy sposób schodzi aż do morza. Chcąc wypocząć w ciszy i spokoju szukałam innej plaży niż zatłoczona Patong. W ten sposób odkryłam cudowną i cichą plażę Freedom beach. Musicie wiedzieć, że liczne plaże różnią się od siebie nie tylko pod względem popularności, a co za tym idzie dużą liczbą turystów i tłokiem, ale także naturalnymi warunkami – podczas pobytu w Phuket zachęcam Was więc do eksplorowania coraz to nowych zakątków, również tych podwodnych 🙂

20170220_122414

20170220_123044

Będąc na południu musicie koniecznie odwiedzić wyspy Phi Phi – jest to grupa wysp, należących do Tajlandii, położona między wyspą Phuket a stałym lądem. Największą i jedyną stale zamieszkaną wyspą jest Ko Phi Phi Don. Druga pod względem wielkości jest wyspa Ko Phi Phi Lee, znana ze swoich cudownych plaż. Kto z nas nie oglądał filmu The Beach (Niebiańska Plaża) z Leonardo DiCapiro w roli głównej… To właśnie na wyspie Phi Phi były kręcone zdjęcia do tego filmu. Odwiedzając wyspy Phi Phi będziecie mogli poczuć się jak w raju na ziemi. Ważne jest to, aby nie płynąć na wyspy rano – wówczas ruszają tam wszyscy turyści i zamiast bezludnej wyspy możemy podziwiać tłumy plażowiczów. Warto więc wybrać się na wycieczkę późniejszą porą, unikniemy wtedy tłoku i przy okazji będziemy mogli podziwiać cudowny zachód słońca.

20170221_164831

20170221_121035

20170221_165404

20170222_121155

Muszę się przyznać, że mój pobyt na południu był zdecydowanie za krótki i mam świadomość, że nie zobaczyłam wszystkiego tego, co chciałam. Tajlandia pozostawiła znowu po sobie duży niedosyt. Podsumowując moją 2 tygodniową wyprawę stwierdzam jedno „ja tam jeszcze wrócę”! Jeśli zastanawiacie się nad miejscem Waszej najbliższej podroży bez wahania polecam Wam kierunek Tajlandia, który wygrał u mnie już 2 raz. Podróż, którą opisałam możecie przeżyć korzystając z oferty biura podróży Itaka, które specjalizuje się w organizowaniu wycieczek egzotycznych a Kierunek Tajlandia jest mocną stroną biura, które organizuje zarówno wczasy jak i wypoczynek stacjonarny połączony ze zwiedzaniem !

Pamiętajcie! Każdy powód jest dobry do tego, aby spakować walizkę i doświadczać niezapomnianego!

Ahoj przygodo!

Justyna S.

Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page
  • Jan Szymański

    Artykuł o Tajlandii autorstwa Justyny (już drugi) jest bardzo ciekawy a dodane zdjęcia dodatkowo wzbogacają wyobrażenie i zachęcają (nawet mnie) do zwiedzenia tego kraju. Janek