Dokąd by tu pojechać…? – Tajlandia

Nigdy nie ukrywałam, że każdy powód do tego, aby się spakować i wyjechać gdzieś daleko, jest dla mnie wystarczający, żeby wziąć urlop i eksplorować nieznane.

Osobiście, najbardziej lubię te podróże, które pozwalają przenieść się do zupełnie odmiennego świata i kultury. Gdzie mogę poczuć inną temperaturę, religię, kuchnię… Prawda jest taka, że uciekam przed polską zimą i chcę złapać trochę słońca, dlatego też najczęściej podróżuję właśnie w okresie zimowym. Bywa tak, że wybór miejsca podróży stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Z jednej strony lubię zwiedzać nowe miejsca, a z drugiej – trochę powylegiwać się na leżaku. Planując więc wycieczkę, staram się uwzględniać swoje potrzeby.

Dziś chciałam się z Wami podzielić wrażeniami z Tajlandii.

Miejsce to zrobiło na mnie ogromne wrażenie i spełniło oba kryteria, którymi kieruję się wybierając miejsce wakacji – zwiedzanie i leniuchowanie a do tego połączone ze sportem!

Trochę egzotyki 😉

Po Tajlandii miałam okazję podróżować w lutym 2016 roku.  Kraj ten, moim zdaniem jest świetnym miejscem na wypoczynek dla osób ceniących sobie wspaniałą pogodę, cudowne plaże, kąpiele w lazurowym i ciepłym morzu. Jednak przede wszystkim „teleportację” do innej, ale jakże przyjaznej kultury, kulinarne eksploracje w fantastycznych cenach oraz możliwość przeżycia niezliczonych „intelektualnych uniesień” podczas zwiedzania. Wszystko to czeka na Nas, oddalone 10 h lotu od Polski! Uwierzcie mi jednak, że po wylądowaniu i spędzeniu na miejscu paru minut, długość podróży przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie 😉

Czemu piszę o Tajlandii?

Pewnie dlatego, że sama powoli staję przed wyborem miejsca na kolejne wakacje i zastanawiam się, czy może raz jeszcze nie odwiedzić tego miejsca. Tym bardziej, że zdecydowanie najlepszym czasem na podróż do tego kraju jest pora ciepła i sucha, która trwa od listopada do lutego/marca. Wówczas mamy najpiękniejszą pogodę oraz optymalne dla nas temperatury, wahające się od 28 do 32ºC. Jeżeli przed Wami podobne wybory, to może skorzystacie z moich doświadczeń i skusicie się na podróż do południowo-wschodniej Azji, do państwa graniczącego z Laosem i Kambodżą na wschodzie, z Malezją na południu oraz z Mjanmą na północy.

Kilka słów o Tajlandii

Tajlandia jest krajem nizinnym, położonym na Półwyspie Indochińskim. Od 1932 jest monarchią konstytucyjną, która jeszcze do roku 1949 była nazywana Syjamem. 40 % ludności zajmuje się rolnictwem, jednak bardzo ważną rolę w gospodarce pełni oczywiście turystyka. Musicie wiedzieć, że Tajowie potrafią zadbać o turystów, co sprawiło, że w roku 2015 ten piękny zakątek odwiedziło prawie 30.000 mln turystów. Pamiętajcie – walutą obowiązującą w kraju Tajów jest Bath [THB] – 100 THB to obecnie około 11.70 PLN. Na miejsce polecam zabrać dolary USA, które z łatwością wymienicie na bath – 1 USD – 35,63 THB.

Bangkok
Bangkok

Bangkok miasto uśmiechu

Wyposażona w podstawowe informacje na temat Tajlandii, w lutym wylądowałam na lotnisku, w pulsującym życiem Mieście Aniołów, położonym nad rzeką Chao Phraya. Mieście zawieszonym między tradycją a nowoczesnością, w którym tuż za rogiem możecie zobaczyć scenki rodem z filmu „Kac Vegas”. Bangkok jest największym miastem Tajlandii. Prawie co dziesiąty mieszkaniec tego kraju żyje w stolicy. Ciekawe jest to, że ok. 250 lat temu była to tylko niewielka wieś, zwana Bang Makok czyli „Wieś Drzew Oliwnych”. Mieszkańcy stolicy nazywają teraz swoje miasto „Krung Thep Maha Nakhon”, albo przynajmniej w skrócie „Krung Thep” – nie wypada przecież, aby taka światowa metropolia miała w swojej nazwie „bang” czyli wieś 🙂

Bangkok
Bangkok

W Bangkoku spotkacie wszystkie grupy etniczne, religie oraz klasy społeczne, które tworzą niecodzienny kolaż, wpleciony w plątaninę niezliczonych uliczek, nowoczesnych biurowców, kuchni ulicznych, przepięknych świątyń, straganów oraz starych domów kupieckich. Znajdziecie tu zarówno dzielnicę indyjską – Pahurat z licznymi bazarami, jak również chińską Chinatown, przypominającą atmosferą Szanghaj.

Bangkok
Bangkok

Wszyscy mieszkańcy Tajlandii zachowują swoją radość życia, gościnność i przyjazne usposobienie. Co ciekawe nawet podczas kłótni nie podnoszą głosu. Sprawy sporne załatwiają gorącym uśmiechem, który nas Europejczyków może mocno zdziwić, a nawet zezłościć (czasami Tajowie uśmiechając się do nasz szeroko i jakże uprzejmie, pośrednio w ten sposób chcą nam „przytrzeć nosa”).

Musicie wiedzieć, że w Bangkoku, podobnie jak w całym kraju, bardzo poważnie traktuje się kwestię szacunku dla rodziny królewskiej i religii. Każde nieostrożne słowo wypowiedziane pod adresem władzy, może być uznane za obrazę, za którą grozi kara długoletniego więzienia. Zwiedzając tajskie świątynie czy liczne pałace królewskie, należy zadbać o ubiór i zrezygnować z krótkich spodenek, bluzek na ramiączka – na szczęście na każdym rogu możecie kupić oryginalne ubrania, zasłaniające ramiona i nogi. Oczywiście wszystko w bardzo atrakcyjnych cenach.

Bardzo ciekawym tajskim elementem, na który z pewnością zwrócicie uwagę, są małe kolorowe domki, które mają wielowiekową tradycję. Domki budowane są obok każdego domu, sklepu, urzędu czy dużej firmy i przeznaczone są dla „opiekuna domostwa” – dobrego ducha, którego zadaniem jest ochrona gospodarza i jego domu przed nieszczęściem. Przeprowadzając się do nowego domu lub siedziby firmy, gospodarz powinien przygotować domek dla opiekuna, a potem składać mu ofiary w postaci owoców, kwiatów oraz różnych smakołyków. W Tajlandii naprawdę nikogo nie dziwi widok małego kolorowego domku dla opiekuna domostwa, nawet przy dużej korporacji.

Domek "opiekuna domostwa"
Domek „opiekuna domostwa”

Kiedy już zaczniecie zwiedzać Bangkok, może Was zaskoczyć zabudowa, która co tu dużo mówić, jest dosyć chaotyczna. Miasto Aniołów nie ma ściśle określonego centrum – każda dzielnica ma swoje własne, a środek miasta stanowi wyspa zwana Rattanakosin, ze starym miastem i licznymi turystycznymi atrakcjami. Cały Bangkok przecinają kanały, które pełnią głównie funkcje komunikacyjne, stąd miasto często nazywane jest „Wenecją Wschodu”.

Krung Thep jest miastem słynącym zwłaszcza z licznych świątyń. Znajduje się tu ich około 400. Zwiedzając Miasto Aniołów, koniecznie musicie odwiedzić Wat Phra Kaew, czyli Świątynię Szmaragdowego Buddy, która jest najważniejszym sanktuarium kraju oraz oczywiście Pałac Królewski, historyczną siedzibę rodziny królewskiej. Nie możecie zapomnieć, aby zawitać do największej świątyni w Bangkoku – Wat Phra Jetubon, w której znajduje się posąg leżącego Buddy, mierzący aż 46 m. Koniecznie też polecam Wam rejs tradycyjnymi łodziami po rzece Chao Phraya i eksplorację kanałów Bangkoku, które niegdyś były podstawowym szlakiem komunikacyjnym dawnego miasta.

Wat Phra Jetubon - posąg leżącego Buddy
Wat Phra Jetubon – posąg leżącego Buddy

Bangkok to nie tylko zwiedzanie. Zakupy są nieodłącznym elementem pobytu w Mieście Aniołów. Gorąco polecam Wam wizytę na nocnym targu Asiatique Riverfront, gdzie oprócz zakupów będziecie mogli zasmakować tajskiej kuchni, mając do wyboru specjały serwowane przez liczne restauracje oraz uliczne „garkuchnie”. Jeśli znudzicie się już zgiełkiem zatłoczonego Bangkoku, warto wybrać się na wypoczynek do położonego tuż nieopodal Hua Hin.

W drodze do HUA HIN

Po 2 – 3 dniach spędzonych w stolicy Tajlandii, postanowiłam wybrać się w dalszą podróż do nadmorskiej miejscowości, położonej ok. 220 km na południowy wschód od Bangkoku. Po drodze jednak nie mogłam nie zwiedzić letniej rezydencji króla w Bank Pain, otoczonej przepięknym parkiem. Rezydencja utrzymana jest z wielkim pietyzmem i stanowi ogromną atrakcję turystyczną. Sporadycznie służy również Jego Wysokości Królowi do organizacji okolicznościowych przyjęć i bankietów.

Rezydencja letnia króla - Bank Pain
Letnia rezydencja króla – Bank Pain

Na mojej liście miejsc do zobaczenia w Tajlandii nie mogło oczywiście zabraknąć dawnej stolicy Tajlandii – AYUTTHAYA – pełna nazwa miasta to Phra Nakhon Si Ayutthaya. Aby poczuć namiastkę świetności byłej stolicy, polecam zwiedzanie ruin miasta i licznych świątyń. Wszystkich ruin jest około siedemdziesiąt, przynajmniej tyle było wyliczonych w moim przewodniku 🙂

Bardzo ciekawym miejscem jest świątynia Wat Maha That. Jest to jedna z najstarszych i najważniejszych świątyń Ayutthai, która została wzniesiona przez króla Borommarachę I. W świątyni znajduje się najczęściej fotografowane drzewo w Tajlandii, w korzeniach którego utkwiła głowa figury Buddy ze splądrowanej świątyni. Nie wiadomo dokładnie, jak to się stało i albo drzewo zapuściło korzenie wokół głowy w czasach, gdy Ayutthaya była porzucona i zapomniana, albo jakiś szabrownik ukrył głowę, gdy na przełomie XIX i XX wieku opuszczone świątynie regularnie plądrowali złodzieje historycznych pamiątek.

W świątyni Wat Maha That
W świątyni Wat Maha That

Most na rzece Kwai

Kolejny przystanek w drodze do Hua Hin, możecie zrobić zatrzymując się przy słynnym moście na rzece Kwai. Tuż obok mostu znajduje się targ, gdzie można kupić przepiękne wyroby z kamieni półszlachetnych, sprowadzanych prosto z Birmy oraz posilić się w restauracji serwującej dania prosto z Myanmar.

Most na rzece Kwai
Most na rzece Kwai

W Waszym planie podróży nie może zabraknąć również czasu na krótki przejazd pociągiem, fragmentem Drogi Śmierci. Część trasy prowadzi przez drewniany wiadukt Wampo, wybudowany przez jeńców podczas wojny, obok którego znajduje się jaskinia TAM KRASAE, z posągiem siedzącego Buddy w środku.

Kolej Śmierci
Kolej Śmierci
Jaskinia Tam Krasae
Jaskinia Tam Krasae

 

Kolejną atrakcją na drodze do Hua Hin może być wizyta w wiosce plemienia mniejszości etnicznej Mon, do której dopłyniecie łodzią motorową przez rzekę Kwai. W wiosce możecie zobaczyć i poczuć, jak na co dzień żyją uchodźcy z Birmy. Jak wyglądają ich chaty z drewna bambusowego, szkoła i wiejska świątynia oraz poznać z bliska ich ulubione zwierzątko przydomowe jakim jest słoń 🙂

W wiosce plemienia Mon
W wiosce plemienia Mon

 

Rzeka Kwai
Rzeka Kwai

Dojeżdżając już prawie do Hua Hin, odwiedźcie koniecznie DAMNOEN SADUAK z najsłynniejszym w Tajlandii pływającym targiem. Okoliczni kupcy sprzedają z łodzi owoce, warzywa i inne artykuły spożywcze oraz wyroby lokalnego rzemiosła. Można tu spróbować tradycyjnych dań przygotowywanych na łodziach. Zapewniam Was bogactwo formy i smaków zachwyci zarówno Wasze oczy jak i podniebienia!

W drodze na targ wody Damnoen Saduak
W drodze na targ wody Damnoen Saduak
Targ wody Damnoen Saduak
Targ wody Damnoen Saduak
Targ wody Damnoen Saduak
Targ wody Damnoen Saduak

Hua Hin czyli kamienna głowa

Hua Hin jest najstarszą miejscowością turystyczną nad zatoką Tajlandzką. Choć jest to niewielkie miasto, znajdziemy tu niemal wszystko, od stacji kolejowej i autobusowej, małego lotniska, centrów handlowych spa, pól golfowych, kończąc na wielu restauracjach i ulicznych jadłodajniach, serwujących specjały kuchni tajskiej oraz świeże owoce morza w bardzo atrakcyjnych cenach.

Hua hin
Hua hin

Od początku XX wieku przyjeżdżali tu na wczasy zamożni mieszkańcy Bangkoku oraz rodzina królewska. Hua Hin znane jest wszystkim Tajom z tego, że znajduje się tutaj pałac Wang Klai Klangwon (co oznacza „Z dala od zmartwień”), w którym większość czasu spędzał do niedawna Król Tajlandii – Bhumibol Adulyadej.

Protoplasta z Hua hin
Protoplasta z Hua hin

Dziś to także świetne miejsce na luksusowe wakacje. Wzdłuż 4-kilometrowej piaszczystej plaży ciągną się przepiękne hotele, liczne restauracyjki i bary. Plaża niemal każdego dnia będzie Was zachęcała do długich spacerów lub biegania. Ja niemal każdego dnia musiałam zaliczyć 5 km biegu po całodniowym testowaniu lokalnego jedzenia. W Hua Hin, ale nie tylko, na każdym niemal rogu znajdują się salony masażu, które Wam gorąco polecam – 1 h godzinny, profesjonalnie wykonany masaż np. tajski to kosz 30 pln 🙂

Hua hin
Hua hin
"Garkuchnie" w Hua hin
„Garkuchnie” w Hua hin

Odpowiadając na pytanie dokąd by tu pojechać? – uważam, że kierunek Tajlandia, to zdecydowanie dobry wybór. To idealne miejsce do tego, aby leniuchować, smakować, zwiedzać, kupować, korzystać z salonów spa, a wszystko to w bardzo atrakcyjnych cenach. Jeśli stajecie obecnie przed wyborem miejsca Waszej podróży, z czystym sumieniem, gorąco polecam Wam ten kierunek. Podróż, którą opisałam możecie przeżyć korzystając z oferty biura podróży Itaka, które specjalizuje się w organizowaniu wycieczek egzotycznych. Przeszukując ofertę biur podróży w Internecie, natrafiłam na wycieczkę Sawasdee Tajlandia ! Jej program zakłada tydzień zwiedzania najpiękniejszych miejsc w Tajlandii, które opisałam powyżej oraz tygodniowy wypoczynek w zatocze Tajskiej.

W letniej rezydencji króla - Bank Pain
W letniej rezydencji króla – Bank Pain

Pamiętajcie! Każdy powód jest dobry do tego, aby spakować walizkę i doświadczać niezapomnianego!

Ahoj przygodo!

Justyna S.

Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page
  • Wybieram się do Tajlandii w przyszłym roku, więc post idealny dla mnie. Trochę przeraża mnie tylko, jak bardzo turystyczna stała się Tajlandia i jak bardzo wszystko się pod nią zmieniło. Nie zmienia to faktu, że jak czytam te opowieści z tego kraju, to bardzo chciałabym go zobaczyć. Jak długo byłaś w Tajlandii?

    • W sumie nie długo 16 dni ale bardzo intensywnie;) Tobie życzę cudownej podróży w 2017 !

  • Agnieszka Urbaniak

    Tajlandia jest niesamowitym krajem, bardzo uduchowionym. Jesli zdecydujesz sie jechac tam ponownie, jestem lewna, że Tajlandia zaskoczy Cię czyms2 nowym:-).

    • Na 100%!!!:) Nie było dnia żebym nie odkrywała czegoś nowego i zaskakującego 😉

  • Ale pięknie opisałaś Tajlandię…. Przyznaję że nigdy nie ciągnęło mnie do Azji a teraz mam ogromną ochotę na wyjazd! Klimat, słońce, plaże… to wystarczający powód 🙂

    • Dziękuję i namawiam. Teraz jest najlepszy okres na podróż;)

  • Fajny artykuł i ładne zdjęcia.
    Tajlandia u mnie cały czas czeka na odkrycie! Może wreszcie uda mi się tam dotrzeć. A byłam już bardzo blisko 🙂

  • Pamar Travel

    Szukałaś egzotyki i ją znalazłaś 🙂 Tajlandia jest tak uroczym krajem, że nie atakuje nas ta egzotyką, tylko wita gościnnie. Świetnie, że upragnione wakacje się udały 🙂

  • Mocno egzotyczna podróż, wspaniała relacja, piękne zdjęcia, to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, aby tam kiedyś dotrzeć. 🙂

  • Pingback: Kierunek Tajlandia – dlaczego? - Zabiegane.com()