Bieg Rzeźnika – przekrocz własne granice

Dziś przypomnimy Wam archiwalny wpis, który miejmy nadzieję, skłoni Was do refleksji nad tym, czego właściwie w życiu chcemy i jak po to sięgamy. Zapraszamy!

biegrzeznika.pl
biegrzeznika.pl

Generalnie ludzie dzielą się na dwie grupy.

Pierwsza grupa to Ci, którym wystarcza to, co już osiągnęli. Spoczęli na laurach i ich życie polega wyłącznie na korzystaniu z tego, co już mają. Czy jest w tym coś złego? Pewnie wielu powie, że nie. Napracowali się już, więc teraz nadszedł czas na wieczne nic nie robienie… No gorzej, jak są tacy, którzy nic nie osiągnęli, nie mogą się pochwalić niczym znaczącym w swoim życiu (znaczącym oczywiście dla nich, a nie dla całego świata 😉 ), a nadal nic nie robią, tylko „siedzą” i do tego zwykle narzekają. Trutnie.

Druga grupa to ludzie, którzy chcą przeżyć swoje życie, czerpiąc z niego jak najwięcej. Stawiają sobie cele, ktorych realizacja jest największą dla nich nagrodą. Pamiętajcie, piszę o realizacji, a nie samym stawianiu wyzwań, których nawet nie zamierzają się podjąć.

Czy jest coś piękniejszego niż założenie, że coś zrobimy, ale coś mega dla nas dużego, istotnego, z pozoru niewykonalnego i w efekcie udaje nam się to osiągnąć? Ta duma, ta radość, to uczucie, że mogliśmy i możemy… więcej i więcej!

Tak jak w szkole, czy w pracy. Mentor prosi o ochotnika do wykonania jakiego mega trudnego zadania. Boimy się, ale z pewną dozą nieśmiałości, wstajemy z miejsca i mówimy: „ja to zrobię”. Ja, dam radę. Nie tylko spróbuję, nie może coś tam zrobię, ale dociągnę to do końca i to z jak najlepszym rezultatem. I mimo, że w pewnym momencie realizacji zadania, pojawia się myśli „po co mi to było”, to jak zakończymy ten nasz projekt, dając z siebie naprawdę wszystko, naszej dumy z samych siebie nic nie pobije. No bo przecież pokonaliśmy siebie, swoje słabości, lenistwo. Stworzyliśmy coś. Tak jesteśmy twórcami… czegoś. Ale możemy być też twórcami samych siebie.

I o tym chciałam napisać. Każde doświadczenie, które zdobywamy kształtuje nasz charakter, nasze poglądy. I im trudniejszy cel sobie postawimy i go wykonamy, to czujemy się ludźmi prawie spełnionymi, prawie. No bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kolejny cel na pewno będzie dużo ambitniejszy. Przecież to naturalne, że nie będziemy się cofać, jak już TO zrobiliśmy.

biegrzeznika.pl
biegrzeznika.pl

Do refleksji nad tym tematem skłoniła mnie prezentacja przeprowadzona przez dwóch moich kolegów, którzy brali udział w Biegu Rzeźnika. A to nie jest byle co. 80 km biegu w górach – pod górkę, z górki, w błocie, po kolana w strumykach górskich i we dwójkę. A to, że trzeba biec w parze, jak mówili, też nie jest łatwe. Człowiek ekstremalnie zmęczony jest z reguły wściekły, a tu musi współpracować. Pomóc partnerowi lub samemu korzystać z jego pomocy.

Ale do czego zmierzam. Na początku ich przygody z bieganiem były dystanse około 5 km. No 10. była wyzwaniem. Później przyszła myśl: półmaraton. Wydawałoby się, że jak to, porwać się na dystans dwa razy taki, jak dotychczas przebiegliśmy? Udało się. I w głowie zaraz pojawia się kolejna myśl. Jaka? no oczywiście: maraton. Znów wątpliwości, sto pytań… no i do przodu. Ale co teraz? Maraton, który na początku biegowej drogi był mrzonką, czymś co oglądało się tylko w telewizji i nawet nie myślało, że można… A jak widać można 🙂

biegrzeznika.pl
biegrzeznika.pl

Pamiętajcie, dopóki uznajecie, że jakiś cel jest nie do osiągnięcia, nigdy nie zakończy się to sukcesem. Ale jak tylko zmienimy myślenie, na dam radę, to dam 🙂 To wszystko tkwi w naszej głowie. Oczywiście trenować, i ćwiczyć trzeba, ale jak głowa będzie ciągle na etapie nie uda się, to po prostu się nie uda 🙁 Takie doświadczenia nas wzmacniają, a każdy kolejny cel jest już ambitniejszy. Bo raczej nie wyobrażalne jest to, że komuś może sprawiać satysfakcję coroczny udział np. w pięciu biegach na 5 km i tak przez 5 lat i w takim samym tempie. Nuda. Bo po co to? Co nam to da? Nic, poza znudzeniem.

biegrzeznika.pl
biegrzeznika.pl

Ale wracając do moich kolegów. Niespokojny duch w nich nie spał i w lutym 2013 r. podjęli decyzję o uczestnictwie w majowym Biegu Rzeźnika. Na dworze śnieg, mróz, a tu trzeba zacząć treningi. Mało czasu zostało. Mimo, że było im ciężko, mieli chwile zwątpienia, to udało się. Stali się bohaterami dla samych siebie! Przebiegli w trudnych warunkach 80 km w 14 i pół godziny. Pokonali siebie i mimo zmęczenia, wbiegając na metę, mogę się założyć, że w głowie mieli jedną myśl. TERAZ TO MOGĘ JUŻ WSZYSTKO!

Zbliża się Nowy Rok, czyli czas postanowień. Może zdradzicie jakie są Wasze marzenia?
Pozdrawiam
Edyta

 

Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page
  • 80 km ?!!? To trzeba miec mega silna psychike ! Kocham ludzi ktorzy biara udzial w takich maratonach, sa moimi mistrzami ! 🙂

    • a dla chętnych, którym uda się przebiec w określonym czasie, jest jeszcze do pokonania dodatkowe 20 km 😮

  • Miejsca na ten bieg rozchodzą się mega szybko, mimo, że organizatorzy pojechali w tym roku z wpisowym – 1000 zł od pary. To jeden z moich celów – w ubiegłym roku zakochałam się w Bieszczadach, robiłam tam pierwsze biegi. Polecam też relację Agaty, która zamknęła wyniki w 10 h i wybiegała pierwsze miejsce w parach mieszanych:
    http://twojezwyciestwo.wordpress.com/2013/06/18/bieg-rzeznika/
    W tym roku chcę rozpocząć swoją przygodę z bieganiem w górach – bez spiny, z perspektywiczną wizją Rzeźnika właśnie. Nawet jeśli miałby się odbyć nawet za 2-3 lata 🙂

    • Masz super plan! Mocno ambitny, ale przecież o to chodzi 🙂
      10 godzin w Biegu Rzeźnika – niesamowity wynik. Wydaje to się aż nieprawdopodobne do pokonania w takim czasie.
      A o ogromnym zainteresowaniem tego typu imprezami słyszałam. Aż dziwne, że firmy zajmujące się biegami masowymi nie rozszerzą swej aktywności o taką formę rywalizacji. Skoro jest aż tylu chętnych, to widać, że ludzie tego potrzebują. Ale to jest piękne, że w dobie kanapy i chipsów, jednak tak wielu ludzi wybiera aktywność i to nawet taką, można powiedzieć ekstremalną.

    • A co tam – kiedyś mi się wydawało, że maratonu nie przebiegnę, to z biegiem ultra też się pewnie kiedyś uporam 🙂 Biegi ultra mają coraz więcej chętnych, ich oferta jest coraz szersza i ciekawsza. A Rzeźnik to kultowa impreza, chyba cel większości biegaczy, którzy chcieliby się zmierzyć z dłuższym biegiem w polskich górach. O ograniczonej ilości zgłoszeń decyduje też pewnie kwestia organizacyjna – trzeba przed zmrokiem zwieść wszystkich ludzi, więc wydłużanie ilości biegaczy, które zazwyczaj idzie w parze z wydłużaniem limitu czasu trasy jest pewnie dość problematyczne. Ale zastrzegam, że to tylko moja teoria 🙂

  • Właśnie w poprzednim tygodniu słuchałam audycji radiowej i mówili o biegu rzeźnika – wysiłek musi być niewiarygodny, ale pewnie jaka satysfakcja i duma z pokonanego morderczego dystansu! ;] Pozdrawiam – Pestka :)) http://sporttopestka.blogspot.com/

  • Dzięki za ten tekst! Daje dużego kopa do działania a ja gromadzę takie motywacyjne perełki i potem dużo z nich czerpię 🙂
    Rzeźnik? Nie, nie w tym życiu. Albo inaczej – nie na tym etapie tego życia. Szanuję tych, którzy się tego podjęli, niezależnie czy bieg ukończyli czy nie.
    Trzeba sobie stawiać cele, realizować je i cieszyć się satysfakcją z wykonanego zadania. A potem wszystko od nowa, i jeszcze raz 🙂

  • Ama Ndra

    pierwszy raz o tym słyszę 🙂

  • Gratuluje kolegom sukcesu, jakim jest udział i ukończenie takiego biegu. Wyobrażam sobie, że treningi musiały być solidne, w końcu bieg 80 km i to w górach to nic łatwego, dla mnie to nawet spacery po górach wymagają dużego wysiłku:) Postanowień noworocznych jeszcze nie mam, ostatnio przyjęłam taki punkt widzenia, że postanowienia wdrażam najszybciej jak to tylko możliwe:)

  • Justyna Kędzia

    Gratulacje ogromne. Moja koleżanka brała udział w tym biegu i była zachwycona.