Jak ćwiczyć, żeby ćwiczyć…


Na pewno zauważyliście, że jest szał (a może moda?) na uprawianie sportów. Teraz „wszyscy” biegają, ćwiczą z Chodakowską, robią sparingi z Lewandowską czy przerzucają ciężary na siłowni… z kimkolwiek 😉 Powiem tak:

Fantastyczna ta moda, co ruszyła społeczeństwo sprzed telewizorów. 

No dobra, część społeczeństwa. Bo nadal wiele osób woli „trenować” w domu… palce na pilocie od tv 😉

Ale ja nie o tym. Nie o tym również, że niektórzy chcą tu i teraz zrobić formę sięgając często po środki dopingujące lub ćwicząc bez zachowania reguł regeneracji i zdrowego żywienia. Zamierzam poruszyć temat, z którym na pewno się już spotkaliście, czyli:„Jak ćwiczyć, żeby ćwiczyć?”, aby sport stał się częścią życia. 

Czy zdarzyło się Wam, osobom regularnie uprawiającym sport od dłuższego czasu, że znajomi pytali „jak Ty możesz tak ciągle biegać”, albo „lepiej byś w domu został, zamiast po nocy na siłownię chodzić” czy wręcz „podziwiam Cię, że jesteś wciąż w ruchu” itp.?

Można spojrzeć też na to z drugiej strony i obserwując osobę, która jest naszym fit-guru, zadawać sobie pytania „skąd on bierze na to siłę”, „chyba żywi się energią z kosmosu” czy „raaaany, ja chyba jestem z innego świata, bo mi się po prostu nie chce ruszyć czterech liter”.

20160904_185117

No więc o co chodzi? O pasję i różnorodność!

Szukajcie sportu, który daje Wam najwięcej radości. Jeśli nie lubicie biegać, to nie zapisujcie się na kolejne zawody biegowe, bo w firmie macie drużyną biegaczy. Nie idźcie na Zumbę, jeżeli nie cierpicie rytmów latynoamerykańskich. Od dziecka nie trawiliście sportów drużynowych – siatkówka nie jest dla Was. Czyli nie to co modne, ale to co nas kręci!Tylko zaraz, zaraz. Żeby sprawdzić czy na pewno akurat ta dyscyplina sportowa stanie się pasją, spróbujcie jej trochę „liznąć”. Kupcie miesięczny karnet na siłownię, czy basen, wykupcie 10 lekcji gry w sqasha, itp. Z danym sportem trzeba się zapoznać, poznać jego zalety, ale też wyzwania jakie stawia.

Nie może być za łatwo, bo to właśnie zwiększanie poprzeczki i jej pokonywanie, kręci nas, aż w końcu wkręca! Jest sukces, są endorfiny, chcemy więcej!!!

Wyobraźcie sobie człowieka, który postanowił poszukać sportowej pasji. Najpierw wybrał bieganie. „Wszyscy” biegają, pobiegnę i ja. Pierwszy raz dla większości kończy się rozczarowaniem, gdy czerwoni, mokrzy i zasapani wracamy do domu, a endomondo wskazuje, że przebiegliśmy tylko 2 km. Więc próba nr 2 – sukces 😉 100 metrów więcej, ale prawie zawał serca i kłębiące się w głowie myśli – jak można lubić biegać?

No dobra, to nie ten sport (decyzję podjął po dwóch treningach?!). Nasz bohater wybiera siłownie. Pierwszy trening z trenerem personalnym – yupi, to chyba to! Ale już kolejny raz trzeba ćwiczyć samemu. Niejednokrotnie widzę takich bohaterów, jak z tego opowiadania. Ma spis ćwiczeń i na każdym treningu macha na bramce bez obciążenia, robiąc wciąż te same ćwiczenia, a na twarzy maluje się nudddaaa. Jak myślicie – pokocha siłownię?

Musimy dać sobie czas.
Gdzieś wyczytałam fajną sentencję, która brzmiała mniej więcej tak „ze sportem jest jak ze związkiem dwojga ludzi, raz jest miłość i namiętność, a innym razem ciche dni”.
Wybrana dyscyplina musi wzbudzać w nas różne emocje, wtedy ją pokochamy. I druga rzecz – nie może być nudy!

I znów wracam do biegania. Powiedzmy, że nasz bohater, jednak uległ urokowi biegania. Wstaje codziennie rano i biega ciągle tą samą trasą, czyli pięć kółek wokół osiedla, jakieś 3 kilometry w tym samym tempie. Ile dajecie mu czasu aż rzuci to wszystko w cholerę? I znów nuuuda! Trzeba działać, spocić się porządnie, dać sobie tak w kość, że następnego dnia nie da się wejść po schodach.

Jak ćwiczymy ciężarami, nie bójmy się ich! Masz siłę, to dorzuć jeszcze odważnik. Nie bój się, że nie dasz rady, dasz! A satysfakcja gwarantowana, wow udało mi się wycisnąć 5 kg więcej na klatę! Im większe wyzwanie, tym większa euforia, a endorfiny nie pozwolą nam przestać się uśmiechać. Tylko pamiętajcie o regeneracji!

 

Znajdźcie pasję, zabijajcie nudę i nie pozwólcie by to, czego początkowo nie możecie wykonać, miało wpływ na to, co możecie ostatecznie zrobić 🙂

Ćwiczcie, ba pokochajcie to robić!

  • kurcze ja widze ten szal w internecie… a jak bylam 4tyg w poznaniu to widzialam faktycznie kilku biegaczy… ale w silowniach pusto… raczej mezczyzni nie kobiety, a jak kobiety to tylko cardio :/

    • Hmmm, mieszkam 4 km od Warszawy i tu "pół wsi" biega. Na siłowni też większy ruch, w tym kobitki, ćwiczące z trenerami, a nie tylko kręcące na rowerku. Inaczej było na Mazurach (tam gdzie byłam na wakacjach). Zero biegaczy, na rowerach tylko emeryci (i to im się chwali), a jedynymi bywalcami siłowni (chociaż siłownia to szumne określenie), byłam tylko ja z mężem 😮

  • Ja z Poznania, ale nie powiedziałabym, że w siłowniach pusto. Wystarczy się przejść wieczorem po mieście, a biegaczy po drodze spotka się więcej niż spacerowiczów 🙂 Odnośnie wpisu – wiele osób patrzyła na mnie jak na wariata, jak mówiłam w zimie, że ciągle biegam 🙂 Odnalezienie swojego sportu może zająć trochę czasu (ja nienawidziłam biegać w szkole), zumby próbowałam, ale dla mnie to nuda okropna 😛 (nie lubię zajęć z układem choreograficznym). Szukajcie, a znajdziecie 😉

    • tak szukajcie a znajdziecie 🙂 pod warunkiem, że Wasze poszukiwanie pasji będzie nieco dłuższe niż jeden miesiąc 😉

  • eM

    Ja biegam 🙂 i to kocham:DD

  • Po pierwsze: cudne to pierwsze zdjęcie;-))

    Po drugie całkowicie, bezsprzecznie się z Tobą zgadzam.
    Mam takich znajomych, którzy mają tzw. "zrywy". Jadą pierwszy raz w życiu na narty, kupują cały osprzęt, ubrania itp. Na jednym wypadzie w góry 4 lata temu się kończy. Zaczynają jeździć motocyklem, on robi prawko kupuje moto ciuchy, ona też kupuje ciuchy. Na jednym sezonie się kończy ;-P
    A ja pytam po co? Skoro próbuje się nowej rzeczy (jakiejkolwiek, czy to aktywności fizycznej, czy nie) po cholerę od razu kupować cały osprzęt? Jak zaczynałam biegać pierwszy raz wyszłam w starych adidasach, po jakiś kilku próbach biegania kupiłam najtańsze i zarazem z najlepszą opinią buty w Decatholnie, bo nie wiedziałam czy to bieganie mnie wciągnie, po roku biegania dopiero zaczęłam inwestować w lepsze rzeczy.

    • dziękuję 🙂

      Tia, łapać pięć srok za ogon i żadnej w dłoni 😉
      A może Ci znajomi chcieli po prostu zabłysnąć, a nie szukać tego, co ich kręci. Zresztą później opowiadają tacy w towarzystwie, że oni to uprawiają sporty i mają pasje – jeżdżą na nartach, motocyklach, a nic to, że zrobili to tylko raz czy dwa 😉

  • Otóż to! Zawsze powtarzam, że aby coś robić długo, należy to lubić. Aktywność fizyczna ma być przyjemnością a nie przykrym obowiązkiem! Dlatego ja robię to, co sprawia mi przyjemność (choć z tym bieganiem, to można by dyskutować czy bardziej boli, czy uśmiecha) 😉 Super fotki no i te legginsy…piękne 🙂

  • O rany! Że ja dopiero dzisiaj zajrzałam do Ciebie i przeczytałam to: "ze sportem jest jak ze związkiem dwojga ludzi, raz jest miłość i namiętność, a innym razem ciche dni", a później.. "nie może być nudy! Konieczne jest urozmaicenie", może szybciej bym się pozbierała 🙂

    U mnie chyba trochę brakowało urozmaicenia, powinnam wprowadzić nowe trasy i .. może pobiegać o różnych pora dnia.. A jeszcze lepiej jak kupię sobie nowe ubranko i buty biegowe : )))

    Piękne to pierwsze zdjęcie!!

  • Świetny wpis – podstawa to różnorodność i szukanie przyjemności w ćwiczeniach. Ciekawy blog – zapraszam do jego bezpłatnej promocji na mojej platformie (rejestracja zajmuję chwilę)

  • Widzę nagonkę na bieganie i ćwiczenie… i jestem bardzo z tego radosna… Fajnie że w końcu na topie jest coś zdrowego 🙂

    Całuski i zapraszam
    TuSiePisze.blogspot.com

  • Z modą jest jak z… modą – coś przychodzi, coś odchodzi. Teraz przyszły sporty 🙂 Czy odejdą – daj Boże nie 🙂 Pasowałoby żeby moda na wiedzę o sporcie, trenowaniu i związanych z tymi aspektami tematach, również była taka rozdmuchiwana 🙂 Nie jeden nie modny sportowiec sięga szczytów, nie jeden modny biegacz – dawno leczy kolana. Taka to już domena wszelkich mód 😀

    • dobrze chociaż, że prawie każda moda wraca 🙂