Gdzie jechać na urlop?

Co rok, mam problem. Gdzie jechać na urlop? Ktoś by pomyślał, oszalała, wejdź na stronę biura podróży i jedź gdziekolwiek. No tak, ale nie zapominajmy o pewnych ograniczeniach finansowych. Pewnie, gdybym takich nie miała, to kłopotu też by nie było 😮 Ale ja potrzebuję czegoś, co:
a. mieści się w moim budżecie
b. będzie co robić
c. a co z psem?
Pierwszy pomysł – wycieczka zagraniczna. Ok, ale…co zrobić z psem? Jak rozstać się z pupilem, choćby na tydzień? 😮 Po drugie, no dobra, mieści się w budżecie, ale jeśli doliczyć do tego wycieczki fakultatywne (nienawidzę urlopu typu leżing-plażing, dla mnie to zmarnowany czas), to już podwaja się koszt oferty, którą proponuje biuro podróży. A z racji mojego „robala w tyłku”, który nie daje mi „nic nie robić”, wycieczki musiałyby być, co drugi dzień. Rozumiecie?
Marzy mi się rejs np. po Adriatyku. Tym bardziej, że już na takim byłam. W Czarnogórze. Ale to też jest imprezka dająca po kieszeni, a w tym roku się do tego nie przygotowałam 😮 Ale za rok… Za rok popłynę 🙂
No to zostaje Polska. Mamy przecież i góry i morze i jeziora. W górach można znaleźć miejsca, gdzie da się spacerować z psem. Jest jeden szkopuł – pogoda. Kiedyś pojechałam na tydzień w góry i nie było dnia, żeby non stop nie padało, wliczając w to gradobicie. Nie udało się połazić po górach. Wyobrażacie sobie moje rozczarowanie takim urlopem. Jechać kilka godzin autem, żeby nie móc wyjść z pokoju 🙁
Morze? Ja nie wiem, co jest z tym naszym morzem, a może raczej ze mną. Raz chcę tam jechać, a za chwilę nie – bo co ja tam będę robić. Muszę kiedyś zaryzykować i pojechać na tydzień – albo się zakocham, albo utwierdzę w przekonaniu, że dla mnie wieje tam nudą 😮
No i zostają jeziora. Warmię i Mazury kocham miłością ogromną. Piękne, pachnące połacie lasów. Cudowna i spokojna toń jeziora. Żaglówki przycumowane przy kei i wiatr grający w wantach. Nocne ogniska. Cisza, spokój, przyroda. Mmmmmmmmm
W tym roku wybór padł więc na Mazury. Cudownie. Pogodę trafiłam idealną. Słońce, 20 stopni, zero deszczu. Przepiękne tereny do biegania. Lubię zwłaszcza te, które stanowią dla mnie wyzwanie. Górki, piach, żwir, podłoże z poniemieckiego bruku. Kocham łazić i eksplorować tereny. Bieganie mi w tym cudownie pomaga. Mogę zwiedzić większy odcinek trasy (z reguły szybciej biegam, niż chodzę 😉 ), mając przy tym swoje biegowe wyzwanie. Tylko ja i las… ja i jeziora. Fantastycznie czyż nie? 🙂
Ale poza bieganiem są też inne atrakcje. Liźnięcie historii. Bunkry z drugiej wojny światowej, zamki krzyżackie… Naprawdę, nie sposób się nudzić.
A już smażona rybka, zjedzona przy przystani, a wokół żaglówki i zapach jeziora. Bajka.
Akumulatory naładowane!!!
Zostawiam Was ze zdjęciami i mam nadzieję, że nie przynudzam 😮

Share on FacebookShare on Google+Email this to someonePrint this page
  • W zeszłym roku byłam nad morzem i w tym, i w tym samym miejscu. Pojechałam tam odpocząć i odpoczęłam. Chcę zobaczyć jeszcze troszkę polskiej ziemi więc za rok wybiorę się gdzie indziej jednak no morze jest wyjątkowe 🙂

    • hmmm, jak się skuszę nad morze, to tylko poza sezonem 😉 A dokąd jeździsz, jeśli mogę spytać?

  • Nie byłam jeszcze na mazurach, aż wstyd 🙂
    Ale piękne to zdjęcie na czołówce bloga, oczu nie można oderwać – jest coś takiego magicznego w nim ! To chyb ten uśmiech – szczery i śliczny 🙂

    • Koniecznie musisz nadrobić i pojechać na Mazury!
      Dziękuję za miłe słowa, naprawdę wypoczęłam na tym urlopie, euforycznie się wybiegałam 🙂 i może stąd ta radość na mojej twarzy 🙂

  • Ja nad morze zawsze jeżdżę późno tj. albo na weekend listopadowy albo w okolicy Sylwestra;-) Jest super, bo można z psiną spokojnie wyjść na plażę, nie ma ludzi (!!! ogromny plus). Ostatnio na Sylwestra mogliśmy się nawet trochę poopalać;-) Więc polecam morze jesienią i zimą. Zwykle wybieramy mniejsze miejscowości co jeszcze bardziej da odpocząć od hałasów itp;-)

  • Fakt, faktem polskie morze ma w sonie pewien urok, ale pozostałe miejsca też są bardzo fajne, tak jak na przykład wyżej wspomniane mazury. Urok sam w sobie.

  • extra wyglądasz:)